Kiedyś by rządzić wystarczyło się odpowiednio urodzić. Błękitna krew po mamusi i tatusiu, a u władzy nepot dający odpowiednie stanowisko było wystarczającym by dostatnio żyć. Nie ważne że było się wyjątkowym deklem, przestępcą lub innym wyjątkowym idiotą. Teraz jest tak samo, nie wiem tylko co robi za błękitną krew. Czy znajomości, ilość użytej wazeliny, czy podobne umiłowanie pieniędzy ? Doświadczam że rządzą gamonie na wszystkich szczeblach władzy. Co mam powiedzieć gdy słucham ministra który komentując wpadki i niedociągnięcia mówi że dopiero się uczą. Z tego wynika że jak się kiedyś nauczą to będzie super. Więc zapytam, gdzie w takim razie są specjaliści i ci co się znają na tej pracy którą pieprzą imbecyle z nadania ? Ile jeszcze w tym kraju trzeba spieprzyć i przepieprzyć pieniędzy by ci co rządzą znali się na swoim zakresie obowiązków. Po nich przyjdą, w wyniku nowych wyborów następni imbecyle i zaczną się uczyć rządzenia. Wielokrotnie mam scysje z szefem gdy zwraca mi pisma dotyczące planowanego zakresu i uzasadnienia wykonania prac remontowych lub modernizacji. Jak opis jest zbyt szczegółowy zwraca by bardziej uogólnić bo ci co będą podejmować decyzję nie znają się na tym. Cholera, jak się nie znają to dlaczego rządzą ? Są w trakcie nauki ? Pytam zawsze czy mam jako załącznik dołączyć podręcznik z termodynamiki, chemii, automatyki i maszyn przepływowych lub wymiany ciepła ?   Nigdy w tym kraju nie będzie dobrze gdy z politycznej rekomendacji pracować będą i ważne decyzje np. w przemyśle chemicznym, energetyce, komunikacji itd. podejmować będą krawcy, szewcy poloniści, czy inni menażerowie po wydziałach teologicznych (bo i takie „diamenty” się trafiają). 
 

Do krawców szewców, tym bardziej polonistów nic nie mam,  ale pod warunkiem że robią to co się nauczyli w szkole i studiach